Site Loader

Czego możesz nauczyć się od Mężczyzny?

Z każdym dniem byłam o krok bliżej.
Starałam się zrozumieć Jego sposób postrzegania i rozumienia pewnych rzeczy, który był odmienny od mojego. To wyglądało jak wkraczanie na zupełnie nowy, nieznany i jednocześnie budzący ciekawość – teren.

Zazdrościłam mu wielu rzeczy, choć nie zawsze dawałam temu wyraz. 
Mój pełny i obfity w słowa opis wydarzeń, potrafił zacieśnić do kilku krótkich zdań, które w pełni oddawały istotę rzeczy. Sens ujmował w kilku słowach, ja zazwyczaj nadganiałam malowniczym słowotokiem.

Byłam samodzielna. Jednak nie tak szybka i zręczna w parkowaniu, orientacji w terenie, instalowaniu aplikacji i obsłudze pada. Pływaniu, składaniu mebli i wielu innych rzeczach, z którymi on dawał sobie radę bezkonkurencyjnie. Nauczyłam się z nim nie rywalizować. Nie stawać uparcie w szranki z Mężczyzną, który z czasem stał się moim Martinem.

Nauczyłam się cierpliwości.
Nasze początki były przyziemne, dalekie od kosmicznych uniesień. Miałam wrażenie, że pochodzimy z dwóch różnych światów. Inne gwiazdozbiory czy układ planet. Sam diabeł wiedział! Jedno było pewne: oboje byliśmy okropnie uparci.

Martin standardowo kupował: czerwone róże, merci lub rafaelo, bilety do kina 4D hity miesiąca, bestsellery empicu itp. ceregiele, którym inna kobieta zapewne by nie odmówiła. Drobnej, ale efektownej biżuterii nie przyjmowałam. Natomiast byłam wdzięczna za kawę, którą kupował w mojej ulubionej, pobliskiej kawiarni.
Na tym właśnie polega taniec godowy mężczyzny, który próbuje zdobyć kobietę, według znanych i sprawdzonych zalotów. Martin był bardzo skupiony na zdobywaniu mnie, ale nie na poznawaniu mnie. Jednak mój sumienny w działaniach adorator, tej subtelnej różnicy nie rozumiał.

Po tygodniach starań zobaczyłam, że początkowy błysk nadziei w oku Martina nieco przygasł. Czekał prawdopodobnie na zbawienne: dziękuję za spędzony czas z tobą i odprawienie z kwitkiem. A skoro weekend za pasem, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się sponiewierać procentami w towarzystwie kumpli.

Stało się jednak wbrew scenariuszowi, który zapewne wcześniej nakreślił w swojej głowie. I to był (jak mawiają) moment przełomowy – nie mylić z kulminacyjnym!
Maj pachniał magnolią. Martin wybrał miejsce, a ja zadbałam o resztę. Od tego popołudnia, który zahaczył o wieczór, a przeciągnął się w długą noc… Zaczął być sobą.
Czuł się swobodnie. Był spokojniejszy, a jednocześnie pewniejszy siebie. Uśmiechał się. Znów zauważyłam tę radość w oczach, która przygasła w ciągu paru tygodni naszych spotkań. Żartował, bawił się moimi włosami i opowiadał o marzeniach z dzieciństwa. Był zupełnie inny, niż ten Martin, jakiego znałam z początku.

Noc spędziliśmy razem. Wtulony we mnie, zasnął jak dziecko. Porzucił brzemię zmęczonego zdobywcy, na rzecz bycia Mężczyzną. Obejmował mnie mocno, jakby bał się, że szczęście nocy rozpierzchnie się wraz z brzaskiem.

zaczął być sobą – dla siebie
a dla mnie – Mężczyzną, na którego czekałam przez ten czas

I to był właśnie… Początek wszystkiego.

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *